Krwawa Baronia

Przeglądano 1131 razy

Kiri oparła się o nadburcie, a przymykając oczy, skierowała twarz ku słońcu. Wiatr muskał jej policzki i rozwiewał włosy. Cieszyła się, że udało jej się zbiec z miasta, kradnąc przy okazji cenny rubin.
–  Okręt na horyzoncie! – ten okrzyk wyrwał ją z zamyślenia. Na statku zawrzało. Kilku żeglarzy dopadło do sterburty i spojrzało w stronę, którą wskazywał ręką mężczyzna trzymający wachtę w bocianim gnieździe. Rzeczywiście, w oddali majaczył jakiś kształt
–  Pod jaką banderą płyną? – zapytał oficer wachtowy. Funkcję tę pełnił akurat młody Sarven Flaros.
–  Trudno ocenić z tej odległości, ale to chyba żaglowiec Nacji! – odkrzyknął ten, który wypatrzył statek.
Sarven  uniósł lunetę i przypatrzył się uważnie. Trwało to dłuższą chwilę.
–   Nie myli się. To galeon handlowy. Proszę rzucić na to okiem kapitanie.
Lestes szybkim ruchem pochwycił podaną mu lunetę.
–   Zaiste, galeon –  przyznał i uśmiechnął się w sposób, którego wielu nie lubiło. Świadczył bowiem o tym, że w jego głowie zaświtał pomysł, przed którego realizacją się nie cofnie.  –   Jak daleko do tego okrętu? – rzucił jeszcze.
–  Jakieś dwie i pół mili, kapitanie! – odrzekł Cromm  – Płynie prawym halsem na południowy wschód.
–  Dobra nasza… – mruknął z zadowoleniem dowódca, a następnie nakazał wywiesić banderę handlową Nacji. Była to pozostałość z czasów, gdy statek jeszcze do niej należał. Później w trakcie morskiej bitwy przeszedł pod wodzę piratów.
Kolejne polecenia posypały się prędko, mobilizując załogę. Fregata objęła kurs na galeon handlowy.  
–  I na co to wszystko? – zapytała Kiri zaniepokojona  – Chcesz na nich napaść?  – Nie uzyskała żadnej odpowiedzi. Dotarło do niej, że te przypuszczenia są prawdziwe – Ty po prostu oszalałeś! To duży okręt, a ja nie po to wkradałam się na Krwawą Baronię, żeby teraz ginąć na morzu!
–  Oszalałem? – Lestes roześmiał się jakby usłyszał właśnie dobry żart – A sądzisz, że szaleniec nie może mieć asa w rękawie? Mało jeszcze wiesz o życiu Czarna. Galeon to jednostka niezwykle powolna i mało zwrotna. Patrz zatem i ucz się. A przede wszystkim udawaj, że nic się nie dzieje. Zapewne nas obserwują.
Nie mylił się. Na pokładzie Anny-Marii już o nich wiedziano.
–  Tak nagle zmienili kurs… Czy to nie podejrzane? – zaczęła zastanawiać się  rudowłosa kobieta, spoglądając przez lunetę na dwójkę, jak się jej zdawało, kłócących się kochanków.
–  Za pozwoleniem kapitanie! – wykrzyknął marynarz z bocianiego gniazda – Teraz mogę powiedzieć z całą pewnością, że poznaję tego człowieka. To Lestes!
–  Lestes!? – oczy kobiety rozszerzyły się ze zdumienia. Członkowie załogi zaczęli biegać w popłochu. Niektórzy wzywali bogów na ratunek. Oto nadszedł dzień, w którym przyjdzie im spotykać się z człowiekiem, o którym ostatnimi czasy zrobiło się głośno z powodu grabieży, jakich dopuszczał się na morzu wraz z swymi korsarzami. Saya zachowała jednak zimną krew.
–  Załadować działa!! – wykrzyknęła, obracając się gwałtownie. Nie dała po sobie poznać strachu.  – Strzelać na mój rozkaz!!
Krwawa Baronia przecinała fale, będąc coraz bliżej. Nie ulegało wątpliwości już teraz, że wygrywa z Anną-Marią szybkością. Ustawiając się bokiem do celu, pierwsza
oddała salwę.
–  Jak oni celują, barany jedne!? –  Kiri nieomal przewiesiła się przez nadburcie, spoglądając ze zgrozą, jak wystrzelone kule nikną w głębinach. Lestes odsunął  zdecydowanym ruchem ręki –  Lepiej się odsuń. – na jego twarzy malowała się determinacja. Usłuchała go bez słowa.  
Anna-Maria stanęła w dryf i skierowała lewą burtą do wrogiego okrętu.
–   Ognia!!! – wrzasnęła Saya. Działa ryknęły wściekle, wyrzucając z siebie tuzin kul łańcuchowych. Trzy z nich trafiły w najwyższy maszt łamiąc go jak zapałkę i tym samym zmniejszając impet natarcia. Z pokładu Krwawej Baronii dobiegły krzyki.
–  Dobra robota! – tymi słowy kapitan próbowała przekrzyczeć wiwatującą załogę.
–  Przeładować na kule armatnie! Przedziurawimy im kadłub niczym ser!
Lestes był wyraźnie mniej zadowolony. Stracili na szybkości.
–  Szlag by to!..  – zmiął przekleństwo w ustach i przebiegł w inne miejsce, ciągnąc za rękę osłupiałą Kiri.  –  Łucznicy na pozycje!! Przygotować się do strzału!!
 Dziewczyna ukryta w ramionach kapitana, przesłaniając głowę rękoma, dojrzała, jak chłopiec okrętowy przebiega z zapaloną pochodnią, a później w jej uszy uderzył rozkaz Lestesa:
–  Ognia!!!
Nim działa Anny-Marii zostały przeładowane, kilkadziesiąt płonących strzały ze świstem zakreśliło łuk na tle nieba. Niektóre chybiły, lecz wiele utkwiło w jej kadłubie i żaglach, zajmując ogniem.
–  Bez paniki!! – Saya przepychała się między marynarzami, próbując ich powstrzymywać. Niestety kilu wyskoczyło już za burtę – Tchórze! Do broni, do broni!!
–  Przygotować się do abordażu!! – zarządził Lestes, osłaniając Kiri skrytą za baczkami.
Nie trwało długo, gdy oba statki zostały szczepione ze sobą z pomocą haków i lin.
Piraci z okrzykami na ustach, tłumnie rzucili się na drugi pokład.
Przy Lestesie przykucnął Sarven i wręczył mu szablę. Wymienili znaczące spojrzenia, po czym oficer kiwnął głową potakująco. Ruszył pierwszy.   
–  Zostań tu, Czarna! – przykazał kapitan i wcisnął jej w ręce nóż. Dogonił kompana i oboje rzucili się w wir walki.
Kiri usłyszała jeszcze coś, co brzmiało jak „Wynieść wszystkie kosztowności, wodę pitną i jedzenie! Nie brać jeńców!” Przyciskając broń do piersi, miała wrażenie, że jej serce zaraz eksploduje ze strachu.  
Kapitan Anny-Marii długo się nie poddawała i przez jakiś czas prowadziła wyrównaną walkę.
Lestes wyprowadził szablą cios na wysokości jej głowy. Odskoczyła w ostatniej chwili. Kolejnego, szybkiego cięcia na wysokości pasa – również zdołała uniknąć.
–  Przestań wreszcie tańcować! – to stwierdzenie sprawiło, ze wykonała zamach szablą. Mężczyzna sparował atak. Chwilę mocowali się na szable, aż Saya zmuszona była się ugiąć. W pewnym momencie jednak kapitan Krwawej Baronii odskoczył, a ona szybko się prostując, chciała ciąć szablą na wysokości jego oczu. Ostrze utkwiło jednak w maszcie. Lestes rzucił się na nią, lecz zdołała przeturlać się w prawo. Nie doceniła jednak przeciwnika, bo starczyło, by się obrócił, a ostrze jego szabli niebezpiecznie zatrzymało się nad jej krtanią.
Uśmiechnął się złowrogo, zamachnął i zatapiając ostrze w jej ciele. Wydała z siebie głuchy okrzyk.
Po pewnym czasie Krwawa Baronia odpływała w swoją stronę, pozostawiając za sobą płonący galeon. Część marynarzy po stracie kapitana poddała się sama. Nie uniknęli oni jednak losu tych, którzy broniąc okrętu, zostali krwawo stłumieni. Rzecz działa się wtedy, gdy w Fallathanie istniał jeszcze proch. Dziś już takich bitew nie ma...

Autorka: Ardu [11204]

Pierwsze miejsce w konkursie na opowiadanie

Wróć do strony głównej