Adramelion

Przeglądano 1419 razy

Z Wielkiej Biblioteki Cesarskiej
Dział XXX Potwory i Bestie.
Stronica 104
Gatunek: Adramelion
Grupa: V: Niezdolny do udomowienia. Niedostępny jako chowaniec dla graczy.
Rycina



1. Opis wyglądu:

Adramelion zawdzięcza swoją nazwę pierwszemu odkrywcy – Adramelionowi De`sago, podróżnikowi i łowcy potworów, który podczas jednej z wypraw wraz ze swoją drużyną odwiedził tereny Romen-Doru, a konkretnie obrzeża lasów znanych pod nazwą „Dziewiczej Puszczy”. To tam miał zaszczyt spotkać jedno z najbardziej zagadkowych, a zarazem najszlachetniejszych i najpiękniejszych bestii w Fallathanie. Oto fragment dziennika, który pod koniec swego życia De`sago złożył w Wielkiej Bibliotece Cesarskiej, dla (jak to stwierdził) „kolejnych pokoleń”:

Jeszcze wczoraj myślałem, że wrócimy z pustymi rękami. Druga z rzędu nieudana wyprawa! A czułem przecież, że w tych dzikich ostępach musi żyć coś nieodkrytego, coś, co może schowane jest przez kogoś zachłannie przed całym światem. A każdy przecież ma prawo do wiedzy! Tym bardziej, jeśli chodzi o Nasze bezpieczeństwo. I bezpieczeństwo Naszych dzieci. Taka jest moja misja! A jednak zwątpiłem… Dobrze się stało, że nie zrezygnowaliśmy 12 dnia i wysłuchaliśmy rady Czarodzieja Revindiela. Mądry to elf, a cierpliwość i instynkt jego zaowocowały spotkaniem bestii, której wygląd oraz majestat, poruszał serca nawet najbardziej krwawych wojowników, w tym półorka barbarzyńcy Ro`agrha, któremu, aż szczęka opadła z wrażenia. Pamiętam pierwszy kontakt wzrokowy z „Nim”. Szmaragdowe oczy ze spokojem lustrowały grupę. Nie widać było w nich wściekłości, żądzy krwi, brutalności i dzikości. Oj nieee! A patrzyłem w oczy już niejednej bestii, także wiem, co mówię. Uszy niewielkie, lecz czujne. Łeb lekko miał przekrzywiony, a szczękę rozwartą. Tak jakby chciał powiedzieć: „Co wy tutaj robicie? Lepiej zmykajcie zanim Was przegonię”. Wyglądał jak połączenie kilku zwierząt, potworów w jedno, gryfo-mantikora, smoko-gryf? Jak wybryk eksperymentów jakiegoś szalonego maga, lecz zaraz przyszła kolejna myśl. Który ze znanych magów (i tych nieznanych…) mógłby stworzyć coś tak pięknego? Tylko siły wyższe potrafią dokonać takich cudów. Wracając do głowy, gdyż pierwsze, co odciągnęło moją uwagę, było poroże. Ogromne wręcz, rozłożyste na dobre półtora metra w każdą ze stron. Jak może je unieść? – Pomyślałem. Przecież to waży kilkanaście kilogramów, jak nic! Jakby tego było mało to z tyłu miał pióra! Tak, pióra niczym egzotyczna papuga. Połyskiwały one w blasku słońca, lecz nie było to takie znów normalne. Dlaczego? A dlatego, że tak jakby… ciężko to opisać. Wybaczcie. Jakby… iskierki w tych niebiesko-białych piórach się znajdowały. Nie wiem, co to było, ale widok „piórzastej grzywy” był powalający. W pewnym momencie bestia podniosła się na tylnych łapach i zaprezentowała całą okazałość. Siłę i pewność siebie. Mięśnie prężyły się pod (zdawać by się mogło) kruchym korpusem. Skrzydła pokryte piórem szkarłatnym rozłożyła całe. Jeśli mnie wzrok nie zawiódł, to na jakieś 8-9 metrów. A na końcu jakby takie śmieszne łapki miała, takie szpony, jak to często się spotyka u ptactwa drapieżnego. Przednie łapska, jak u tygrysa, panterosa może bardziej. Pazury czarne, jak węgiel i zakrzywione lekko. Widać gotowe były do konfrontacji bezpośrednio z Naszymi zbrojami, ale nie mieliśmy zamiaru zaatakować przecież! To ten głupek, zwany „Sokolim okiem” młodzian, żółtodziób, posłał strzałę. Idiota, idiota, jeszcze raz idiota! Niedoświadczony, pewnie pomyślał, że chce atakować a to taki pokaz był możliwości! Bestia oberwała wprawdzie w prawy bok, lecz daleko było do jej ubicia. Usłyszeliśmy tylko ryk, przenikliwy, podobny trochę do gryfa, ale niespowodowany cierpieniem, prędzej czymś na kształt irytacji. Tak mi się wówczas wydawało. Czyżby bestia była odporna na ból? Ogromny, długi ogon (ok. 6 metrów), jak nie chlasnął w powietrzu… Nie minęła sekunda a wszyscy leżeliśmy na ziemi, jakieś 2 metry dalej. Nie zdążyliśmy zareagować. Kolejny atak, tym razem z góry, jak topór kata na głowę skazańca opadał na ciało półorka. Dopiero wtedy zauważyłem, że na końcu oprócz szkarłatnego futra znajdują się też zakrzywione kolce. Nawet dwuręczny miecz nie był w stanie zablokować uderzenia. Złamał się w pół. A zielonoskóry zawył z bólu. Było już po nim. A co najlepsze na powierzchni owego „jaszczurzego cepa” nie było widać śladu po kontakcie ze stalowym ostrzem! Revindiel tworzył zaklęcie jakieś, a ja nakazałem odwrót. Gęsty dym zdezorientował bystre zielone oczy. Aż do tej chwili nigdy nie widziałem bestii, która posiadała silną, wytrzymałą na obrażenia broń a zarazem potrafiła nią operować sprawnie niczym cieniutkim batem. Wycofaliśmy się, na szczęście nie byliśmy gonieni. Chyba chciał tylko Nas wystraszyć, żebyśmy nigdy nie wracali do puszczy. Jednak poległ tam kompan, nie mogliśmy nie wrócić i nie urządzić godnego pogrzebu…

2. Występowanie i zwyczaje:
Adramelion pojawił się na ziemiach Fallathanu prawdopodobnie wraz z powstaniem świata. Przez bardzo długi okres czasu żył sobie spokojnie w lasach „Dziewiczej Puszczy” na terenie Romen-Doru. Jedynie elfy wiedziały o ich istnieniu, lecz trzymały to w tajemnicy, ponieważ potwór okazał się nader spokojny i nawet rzec można cywilizowany, który nie atakuje istot inteligentnych bez poważnego powodu. Toteż i oni na nie nie polowali, poniekąd też ze względu na ich piękno. „Taeranu” - tak je nazywają. Wprowadzono nawet na tym terytorium absolutny zakaz łowiectwa, co więcej, ustalono, że są one dorobkiem świata, natury i trzeba je koniecznie chronić. Za sprawą tego przepisu zostały one wciągnięte niejako do rezerwatu. Od tego momentu zwierzyna i tropiciele żyli na „jednym podwórku” razem. Adrameliony żywią się głównie małymi zwierzętami i tylko rankiem. Bowiem w nocy z błękitnych piór uwalniają się dziwne pyłki, które poprzez wiatr roznoszą się na odległość kilkuset metrów. Pyłki dojrzewają codziennie, w przestrzeni kilku godzin, pod wpływem promieni słonecznych, gromadzonych na grzbiecie w dzień. Pyłek to związek chemiczny o bardzo silnym stężeniu nasennym. W ciągu kilku minut pyłki potrafią powalić nawet niedźwiedzia. Ten finezyjny sposób polowania jest zabójczo skuteczny. Rano bestia wychodzi z jaskini i zjada śpiące zwierzęta, które zdychają bez cierpienia, bez wiedzy o tym. Populacja Adramelionów jest niewielka. Liczy niewiele ponad trzydzieści sztuk i obecnie gatunek jest na wymarciu. Powody tego są dwa: Pierwszy to niechęć do kopulacji, która odbywa się raz na kilkadziesiąt lat oraz powód drugi, bardziej istotny - łowcy potworów. Za sprawą wyprawy De`sago, który rozsławiła bestię na kontynencie, nastał moda na polowanie na te „egzotyki”. W dodatku mnogość trofeów, jakie można zdobyć, jeszcze bardziej zachęca wielu łowców w Fallathanie do wyprawy. Muszą jednak wiedzieć, że walka z bestią jest bardzo trudna i wyczerpująca. Adramelion jest doskonałym lotnikiem, posiada bardzo skuteczną broń w postaci ogona, który skonstruowany jest tak, że odbija wszelkie uderzenia cięte i kłute. Najwybitniejsi mędrcy nie potrafią do dziś wytłumaczyć tego fenomenu, a liczne próby przekucia ogona w zbroję lub innym element ochronny kończyły się zawsze fiaskiem. Ogień działa na łuskę destrukcyjnie, w mig potrafi zniszczyć najsilniejszą broń Taeranu. Na szczęście niewielu łowców posiada wiedzę na ten temat. Chociaż mechanizm wytwarzania świecących pyłków w piórach również jest tajemnicą, to nie przeszkadza to krawcom w wytwarzaniu z nich drogich płaszczy, a co dłuższe pióra służą do ozdoby diademów. Niestety ich właściwości zanikają, gdy tylko zostaną odłączone od ciała Adrameliona. Twarde poroża najczęściej wędrują na ściany bogatej arystokracji. Dużą popularnością cieszą się również skrzydła, pazury i szmaragdowe oczy, które głównie przerabiane są na amulety.

Autor: Rin`nhak

Wróć do strony głównej