Walka, która się rozpoczęła, musi trwać do końca

Przeglądano 1450 razy

Walka, która się rozpoczęła, musi trwać do końca
- dogmat wiary Gorroga

1.8.4293 rok NE - Początek wojny domowej w Reptilii.

Dawno nie czułem tak wielkiej niechęci, by otworzyć ślepia i spojrzeć, jak nastaje nowy świt. Minęły lata, odkąd ostatni raz ciało me ogarnęła niemoc, a powstanie z łoża graniczyło z czynem godnym wyzwań pradawnych bogów. Spoglądając na miasto, czułem jak pysk wykrzywia się, a z gardła wydobywa mimowolny warkot. Wpatrując się w lustro widziałem to samo puste spojrzenie i niezrozumiałą determinację.

“Pamiętasz, Panie? Gdy walczyłem w czas Koszmaru, również miałem ten sam wzrok. Wtedy jednak było inaczej. Niezłomna wola i pragnienie rozlania krwi Twych wrogów przyćmiewały rozsądek. Jeno pragnienie walki, głód krwi, chęć upamiętnienia mych czynów i przypodobania się Tobie, liczyły się nad wszystko. I słowa, które powtarzałem w swych myślach, gdy broń godziła w ciała Farennlandczyków, a pazury i zęby rozrywały ssacze mięso…” - Gorrogu! Daj mi siłę, bym wyplenił Twych wrogów!
Co się zmieniło? Czemu czuję niepewność? Czy zwątpienie, które błyszczy w mych ślepiach jest słabością? Pancerz, który ponownie nakładam na siebie, też jest tylko głupim przywiązaniem? Wiem, teraz powinienem przybrać barwy nowych władców, za których ruszam w bój. Nie czerń, a złoto winno znaczyć zbroję z łuski Xvarr’ghaa. Zapewne rozsądniejsza byłaby zmiana, jednakże czyż nie wtedy, gdy w Dardoom zmiażdżone zostały nasze siły, ten pancerz uchronił me życie? Każda późniejsza walka również pozostawiała ślady na mej zbroi, które dowodem były luk w treningach. Teraz już nie pozwolę na nie. Nauczyłem się na swych błędach. Reszta jest tylko wspomnieniem.

“Panie, czemu wtedy nas opuściłeś? Przecież czyniliśmy tylko to, co przykazane zostało jako Twe słowo. Czy błędne były osądy lepszych ode mnie? Jak to się stało, że chędożone, ssacze pomioty wygrały z nami tą walkę?! Odpłaciliśmy im, a jakże. Zapłacili po trzykroć za każdego, którego ważyli się śmiertelnie ugodzić. Ale czy było w tym coś poza zemstą? Nie rozumiem. To jest nasza przyszłość. To jest cel, który przyświeca nam, twym dumnym dzieciom. Fallath. Za długo był pod dominacją słabych jednostek. Zbytnią opieszałością okazywaliśmy się w swych działaniach. Atak, a nie kontra. To mamy czynić, by zdobyć ssacze lądy prawda, prawda?!” - Gorrogu! Daj mi pewność, by czyny me nie były usłane zwątpieniem!
Pewnie to wiek, starcze zniedołężnienie. Panie, to czas bym odszedł? Tyle dekad przeżyłem i zawsze miałem tą pewność, że wiem, co robię i czym to ma skutkować. Szlag! Nigdy nie było wątpliwości! Czemu teraz, kiedy miecze przyodziane zostały u pasa, kiedy pysk naznaczyłem Twymi znakami, czuję się tak żałośnie? Czy ta wojna to była dobra decyzja? Prawdy zaczynają jawić mi się jak idee, które potrzebują interpretacji, a nie które są stałym punktem same w sobie. To, co było celem opiewanym w późniejszych pieśniach, wyłącznie… Niedokładnie przetłumaczonym wersem. Myślę, że gdybym żył tysiąclecie temu, nie dumałbym nad tym. Gread’var, Krwawy Mistrz Czarnego Pazura. Czy on też, gdy Daakarowie próbowali zdobyć Amzerath, zastanawiał się nad racją swych czynów? Nie! On bronił swych ziemi, domu, dziedzictwa. A czego ja bronię? Stąpając po rozgrzanych kamieniach, wpatrując się w opustoszałe miasto nie wiem, czy ta wojna ma ochronić cokolwiek, co nie jest tylko ulotną ideą. Nie Prawdą. Interpretacją tych, co jawić się chcą jako mądrzejsi od nas.

“Czyż nie po to opuściłem swój dom? Wtedy, gdy nastąpiła Wielka Migracja, gdy wraz z zastępami Reptilii wyruszyłem na kontynent… Broniłem Federacji! Mamy prawo sięgnąć po to, co maluczcy nie są w stanie utrzymać w swych słabych rekach. Wojna! To jest to, czego potrzebuje świat. Rozpalenia ognia w sercach żołnierzy, by z jednym hasłem na ustach wyciągali swą broń i walczyli z tymi, którzy wrogami są kraju. Cesarstwo, Irimgard, Unia. Wszyscy! Wszyscy zasługują na śmierć, gdy nie są w stanie pojąć, że to MY zasługujemy na wieczną sławę i potęgę!” - GORROGU! Daj mi swą moc, bym wprowadzać mógł w życie Twe Prawdy!
Widzę w oczach tych, co skryli się w budynkach, że czują przede mną lęk. Ci, nad którymi czuwałem, teraz widzą we mnie zmorę. Budzę strach. Oczywiście dlatego, że oni też powinni walczyć. Wiedzą o tym, że ja kieruję swe kroki ku przeznaczeniu, którego oni zaniechali usłuchać. Każdy ma walczyć, każdy ma stanąć po odpowiedniej stronie i być gotowym, by zginąć za swe przekonania. To nie fanatyzm. To następstwo podjętych decyzji. Ja zaś jestem konsekwentny, przez co oni poczują stal mych ostrzy.

“Panie, wtedy też, gdy walczyłem z Cesarskimi dziećmi nie miałem skrupułów. Nie mogłem ich mieć, gdyż każdy kto przetrwał, mógł nieść kiedyś vendettę. Zwycięzca jest tylko jeden. Nie ważne są czyny i to, co skryte jest w mrokach dziejów. Zwycięzca nie musi przepraszać, gdyż to on spisuje nową historię. Ja też więc przyłożyłem swe łapy do tego, by ukształtować nowy los. Niszczyłem miasta przez które przechodziliśmy, by naznaczyć Fallath krwawymi bliznami naszych działań. Grabiłem i plądrowałem, by przeciwnik zdechł niczym zamknięte w pustej klatce zwierzę. Zabijałem kobiety, by nie mogły rodzić nowych wrogów. Pożerałem truchła ich dzieci, by one nie mogły kiedyś stanąć przeciwko nam, w imię nowych władz. Wszystkie czyny w imię Prawdy. Wszystko w imię Reptilii. W imię Gorroga i Wojny!” - Gorrogu, pozwól mi zostać swym najwierniejszym sługą! Nie pozwól, bym cofnął się przed ostatecznością! Krew znaczy me łuski, a jeszcze nie dotarłem ze swą hordą na pole bitwy. Czuję metaliczny posmak w paszczy i widzę amok w ślepiach mego stada. Złożyli ofiary teoretycznie uczynione dla Krwawej Bestii, praktycznie zaś składające się z niegodnego motłochu. Teraz gotowi są na wojnę. Czuję wstyd. Słabość, którą ja, Thwei N’yaka-de Czarnego Pazura, zostałem naznaczony. Głośny ryk wydobył się z gardzieli, niepowstrzymywany, ukazujący mój żal. Stado jednak nie pojęło jego znaczenia i ryknęło w takt ze mną, folgując swym instynktom. Taki jest los, który kreowany jest w imię nowych władz. Takie jest prawo. Silniejszy zwycięży. Sprytniejszy przechytrzy. Słaby zginie. Wojna nie ma być honorowa, nie ona jest od tego. Ma doprowadzić po prostu do celu, który wyznaczony został przez władców. A mi zaś, posłusznemu dziecku Gorroga, pozostaje dostosować się do tego nowego świata.

“Nie zawsze krew, nie zawsze wojna wspomogła jednak osiąganie celów. Wyrocznia, ta, która miała być naszym głosem udowodniła, iż harresreńska filozofia może być użyteczna. Gady naznaczone ciepłą krwią doprowadziły do osiągnięcia szczytu. Nie było już walk, tylko polityka. Walka słowem, a nie mieczem. Tam nie było w ogóle miejsca dla honoru, gdy gładkie kłamstwa mieszały się z nieznaczącą prawdą. Wszystko w imię celu, jakim była potęga na skażonych ziemiach ssaków. Nie ma honoru, nie ma dumy. Tylko chylenie smukłego karku i czułe wbijanie sztyletu w odsłonięte plecy. Cel uświęca środki.” - Gorrogu! Naucz mnie rozumieć ten nowy świat!
Widzę ich wszystkich. Poznaję większość, na myśl o czym stroszy mi się łuska. Bracia w boju. Jaszczury, którym ratowałem życie. Nagowie, z którymi wspólnie krzyżowałem swe ostrza na polach bitew. Samice, które kochałem. Bracia, którzy i mój żywot niejednokrotnie ratowali. Oni wszyscy patrzą na mnie z pogardą. Jestem znienawidzoną jednostką, tym, który stanął po złej w ich mniemaniu stronie, ponieważ nie chce, by taki miał być świat. Miałem im przewodzić, a zdradziłem, broniąc tłamszącego ich wroga. Ale to ich wina! Czemu wtedy, gdy osiągnęliśmy największą potęgę, tak bardzo się cofnęliśmy? Jak to się stało, że zamiast wykorzystać wpływy Sile, my zaczęliśmy naskakiwać na siebie jak wściekle Chajat pere  i zarzynać się między sobą? W imię tytułów, nowego grodu, zdobytej na ssaczych lądach cytadeli. Skażony świat, który nigdy nie powinien być przez nas podbijany. Było lepiej, gdy domem była Reptilia. Wtedy, gdy każdy wiedział za co ma walczyć i co kochać, a jego umysł nie był pożerany przez chciwość. Tak, było lepiej, lecz czasy te już nie wrócą. Teraz i tutaj nastała waśń wśród gadów, wojna Reptilii, gdzie brat pragnie wyrżnąć brata, a ja, zdrajca mej rasy, walczyć będę po stronie tych, co zrezygnowali ponoć z Twoich prawd. Bo ja nie chce wojny. Nie chce już krwi, którą przelewać jestem zmuszony. Nie chce nowych ziem, czy tytułów. Chce, by walka znowu była honorowa. By gady były jednością, a nie jak teraz dzieliły się na strony, gdzie jedni chcą krwi dla niej samej, bez przyświecającego celu, a drudzy siłą zmuszeni są wprowadzać spokój. Ale muszę się dostosować. Musiałem wybrać stronę. Spoglądając na czerwonołuskiego Haressdrena, który w ciszy splatał zaklęcia, ze smutkiem przyjmowałem nieuchronność losu.

“Panie, teraz nastał koniec, który przyjmę z uśmiechem na pysku. Spokojnie zamiatam podłoże ogonem, pozwalając, by piach przylegał do skrzepłej  na łuskach krwi. To nie jest świat, który zgodny był z Twoimi naukami. Nie ma tutaj miejsca na honor, na szukanie rozwiązań. Koniec końców wszystko kończy się walką, ponieważ nigdy żadna Prawda nie będzie przyjmowana w całości, ale zostanie rozdarta na bełkot i interpretowana tak, by pasowała do nowych okoliczności. Poróżnienie, to czeka na końcu każdej drogi, bo każdy będzie chciał podkreślić swą racje. Nie chwała, nie władza. Krew i popiół. A ja jestem na to gotów, chociaż żal kurczowo zaciska me łapy na rękojeściach mieczy. Chciałbym, by oni też to zrozumieli. Chciałbym nie musieć zabierać ich ze sobą. Ale zrobię to, muszę. Nie chce być niegodny stanięcia przed Twoim obliczem. Jedno wiem, że nie mogę się poddać. Reszta jest wyłącznie subiektywną oceną. Nie mam już honoru, wyzbyłem się go w imię idei piastujących władzę. Nie mam racji, której mógłbym bronić. Nie mam rodziny, przyjaciół, istot, których warto bronić. Tylko pusta determinacja. Krew i popiół.”
- Gorrogu, okaż mi litość...

Autorka: Koishi ad'Shariz [8381]

Drugie miejsce w konkursie na opowiadanie

Wróć do strony głównej